Opłacalność inwestowania w systemy fotowoltaiczne w sektorze MSP (1/2)
Przewiń do artykułu
Menu

Kiedy w Polsce działał jeszcze rejestr instalacji fotowoltaicznych, to jest do końca 2015 r., dało się określić, ile systemów PV zbudowano w naszym kraju. W grudniu wspomnianego roku było to 4.500 instalacji fotowoltaicznych, z czego ponad 80 proc. pracowało w domach prywatnych prosumentów.

Przypomnijmy, iż działał wówczas program Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej o nazwie Prosument, co skłaniało inwestorów prywatnych do skorzystania z tego wsparcia. W rejestrze znajdowały się również firmy sektora MSP, choć było ich niewiele, a w dodatku większość z nich inwestowała w większe systemy PV, o mocy powyżej 20 kW.

Niestety, wraz z nową ustawą o odnawialnych źródłach energii, rejestr ten został zlikwidowany i dzisiaj nikt już nie liczy istniejących w Polsce instalacji fotowoltaicznych. Niemniej, jak twierdzą specjaliści z Instytutu Energetyki Odnawialnej, jest ich dzisiaj co najmniej trzy razy więcej, w tym znacząco więcej właśnie w sektorze małych i średnich firm.

W przypadku systemów PV warto przyjrzeć się na tzw. współczynnikowi autokonsumpcji, czyli procentowi energii wytworzonej przez fotowoltaikę, a przeznaczonej na potrzeby własne wytwórcy/prosumenta. Jak wynika z danych zebranych na koniec 2015 roku, współczynnik ten w grupie mikroinstalacji (do 40 kW) w przypadku osób fizycznych i tzw. działalności gospodarczej (mikrofirm) wynosił nieco ponad 40 proc.

W przypadku firm posiadających instalacje o wyższej mocy - do 200 kW i będących w rejestrze Urzędu Regulacji Energetyki (URE) współczynnik autokonsumpcji był znacznie wyższy i sięgał niejednokrotnie 100 proc. Należy przy tym dodać, iż takich instalacji w podanym okresie było w Polsce zaledwie 463.

Tak przedstawia się natomiast stopień autokonsumpcji energi z OZE w wybranych branżach (dotyczy instalacji do 40 kW, instalacje o wyższej mocy i branże są zaznaczone osobno):

  • obuwniczo-odzieżowa: produkcja odzieży – 50 proc., produkcja obuwia – 70 proc., produkcja odzieży z wyłączeniem wyrobów futrzarskich (w instalacjach powyżej 40 kW) – 100 proc.
  • spożywcza: produkcja napojów – 95 proc., przetwarzanie i konserwowaniwe mięsa z drobiu – 91 proc., produkcja makaronu, klusek, kuskusu i innych wyrobów mącznych oraz kakao, czekolady i innych wyrobów cukierniczych (w instalacjach powyżej 40 kW) – 100 proc.
  • wodno – kanalizacyjna: dostawa wody, gospodarowanie ściekami, odpadami, rekultywacja – od 50 do 100 proc. (w zależności od wielkości instalacji), w instalacjach powyżej 40 kW – dostawa wody, gospodarowanie ściekami, odpadami, rekultywacja – 40 proc.
  • elektryczna i maszynowa: produkcja maszyn ogólnego przeznaczenia, naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn, produkcja komputerów i wyrobów elektronicznych – 100 proc. Warto zaznaczyć, iż w tej branży występują bardzo duże różnice w mocach instalacji. W elektronice np. system OZE o mocy 5 kW pozwala zaspokoić całkowicie potrzeby energetyczne zakładu.

Każdy właściciel instalacji fotowoltaicznej – prywatny i biznesowy – zakwalifikowany jest do określonej grupy taryfowej. I tak:

  • gospodarstwa domowe (prosumenci indywidualni) podlegają taryfie G;
  • prosumenci biznesowi:
  1. taryfa A – wysokie napięcia, powyżej 110 kilowoltów, do takiej grupy należą przedsiębiorstwa wielkości np. KGHM;
  2. taryfa B – napięcia średnie, w tej taryfie ceny energii podlegają negocjacji;
  3. taryfa C – napięcia niskie, poza przedsiębiorstwami, należą do tej grupy także rolnicy towarowi.

Każda z tych taryf obejmuje koszty zmienne, do których zaliczamy skonsumowany przed odbiorcę prąd oraz koszty stałe – abonamentowe, które są niezmienne. Co gorsza, nowelizacja ustawy o OZE zlikwidowała taryfy gwarantowane, które w znakomity sposób ułatwiałyby obliczenie opłacalności całej instalacji. Teraz jest to znacznie trudniejsze, tym bardziej, że różnice w wysokości kosztów stałych także istnieją i są zależne od miejsca zamieszkania lub ulokowania firmy. Różnice te mogą wynosić nawet 10 proc. i wszystko na to wskazuje, iż będą one się zwiększać.

W przypadku odbiorców biznesowych, którzy przymierzają się do zbudowania w swojej firmie instalacji fotowoltaicznej, trzeba pamiętać jeszcze o jednej istotnej zmiennej – jest nią tzw. kontrola mocy. Tam, gdzie moc instalacji PV przekroczy 40 kW, trzeba zamawiać moc u operatora systemu. Jeśli firma zamówi zbyt niską moc i przekroczy jej wartość, to ponosi bardzo wysokie opłaty właśnie za to przekroczenie. Z kolei, gdy zamówi zbyt wysoką moc, to za nią zapłaci, ale nie wykorzysta. W każdym z tych przypadków powstają wymierne straty.

Biurowiec pasywny w katowickim PNT "Euro-Centrum", foto: euro-centrum.com.pl

Myli się ten, kto sądzi, że wszystkie firmy płacą jednakową stawkę za energię elektryczną dostarczaną przez koncerny energetyczne. Nic podobnego, stawki są różne w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. Największe firmy płacą za energię ponad dwukrotnie mniej, niż firmy sektora MSP. Najniższa ceną, jaką uzyskały od dostawców energii wielkie przedsiębiorstwa, wynosiła 200 zł za megawatogodzinę. I był to koszt całkowity do zapłacenia. Tymczasem dla MSP średnia cena to 585 zł za megawatogodzinę, ale bywa i 750 zł.

Różnice te nie wynikają z ceny energii, ale ze stawki dystrybucyjnej. Wielkie firmy usytuowane są zazwyczaj blisko koncernów energetycznych, czyli źródła prądu, natomiast małe i średnie przedsiębiorstwa są od niego często oddalone, bo działają na obrzeżach sieci energetycznej, w małych miasteczkach, blisko wsi. Dlatego też utrzymanie tych sieci przesyłowych i całej infrastruktury, ażeby spełniała ona także wymogi jakościowe, kosztuje koncerny energetyczne znacznie więcej. Odbiorca końcowy, w tym przypadku MSP, musi za to po prostu zapłacić.

Wrócimy w tym miejscu na chwilę do kosztów stałych i zmiennych. W przypadku MSP obowiązują one również w odniesieniu do kosztów dystrybucji. Dodatkowo firmy płacą także tzw. opłatę przejściową z tytułu modernizacji bloków energetycznych energetyki węglowej, który to proces jest w Polsce prowadzony intensywnie. Opłata ta od 1 stycznia 2017 roku poszła w górę o 100 proc.!

Z wyliczeń ekspertów wynika, iż przeciętny Kowalski zapłaci za to w skali roku około 50 zł więcej w rachunkach za prąd, ale w przypadku przedsiębiorstwa podwyżka ta wygeneruje dodatkowe koszty idące już w tysiące.

Co gorsza, suma ta może jeszcze wzrosnąć, wskutek wejścia w życie unijnej dyrektywy zwiększającej opłaty za emisję dwutlenku węgla – CO2. Dotąd opłata wynosiła około 5 euro za jedną wytworzoną tonę tego gazu, natomiast w momencie, gdy dyrektywa zacznie działać, wzrośnie do 30 euro za jedną tonę.

Od przyszłego roku może wejść w życie rządowa propozycja dotycząca tzw. rynku mocy, gdy wyrazi na to zgodę Komisja Europejska. Jeśli tak się stanie, a wszystko na to wskazuje, to firmy zapłacą ogromne opłaty. Mają być one, co prawda, pobierane dopiero od 2020 r., ale przynajmniej częściowo można je będzie wprowadzić już od 2018 r.

Koniec części I

Tekst powstał na podstawie prezentacji Instytutu Energetyki Odnawialnej, która miała miejsce podczas Konferencji Efektywności Energetycznej infoENERGIA 2017, szkolenie: „Kiedy opłaca się stosować OZE w małej firmie?”, Katowice 23 lutego 2017

FOTO: enlab/fotolia.pl

 
Planergia poleca:
Autor artykułu:
planergia

info@planergia.pl